O mnie

Witam Ciebie. Nazywam się Katarzyna Stambuldzys i profesjonalnie zajmuję się masażami od ponad 15 lat.

Moją pierwszą nauczycielką masaży polinezyjskich była Danuta Adamczyk. U niej nauczyłam się szacunku do ciała i holistycznego podejścia do masaży.

Kontynuacją masażu polinezyjskiego był kurs u maoryskiego nauczyciela Hemiego Foxa z Nowej Zelandii, w Centre for MA-URI Healing Arts.

Następnym etapem był hawajski masaż świątynny Lomi Lomi Nui u Susan Pa’iniu Floyd- mojej hawajskiej nauczycielki z Aloha International.

W międzyczasie ukończyłam również kurs masażu Peloha, stworzonego przez nauczycieli z Australii, Mary i Alana Earle.

Setki godzin kursów, wyjazdów i tysiące godzin masaży, poznawania ludzi, pracy terapeutycznej z nimi oraz głębokich rozmów i spotkań.

Dalszym etapem nowej ścieżki były studia na Akademii Psychologii ukierunkowane na metodę terapeutyczną opracowaną przez dr Arnolda Mindella, amerykańskiego terapeutę Szkoły Jungowskiej. Nauczyły mnie większej świadomości tego co się wydarza, podążania za procesem, a nie za technikami i gotowymi rozwiązaniami.  Doświadczenia pracy terapeutycznej przydają mi się na co dzień w masażach oraz pracy z ciałem i  trudnymi emocjami.

Czułam również potrzebę odkrywania pracy z ciałem poprzez taniec, który dawał mi możliwość wyrażania siebie w zupełnie nowy sposób.   Poprzez taniec 5 rytmów, stworzony przez Gabrielle Roth, pozwoliłam sobie  poczuć moją twórczą ekspresję w ruchu i rozwinąć większą świadomość ciała.

Przez cały ten czas w tle była sztuka świadomego dotyku będąca formą masażu z którym związałam się najmocniej. On też przechodził transformacje, chociaż największy wpływ wywarły na mnie zdecydowanie masaże polinezyjskie

Masaże są moją pracą od 15 lat.  Są po prostu częścią mnie. Jestem bardzo wdzięczna, że poprzez to co robię mogę pomagać innym ludziom.  Mam szczęście robić to co kocham.

I wreszcie od pewnego czasu otworzyłam się na malowanie, fotografowanie, pisanie. Daje mi to dużo radości gdy mogę tworzyć.  Ważne jest aby nie bać się nowych ścieżek. Poszukiwać nowych form. Rozwijać się. Nazywać to co nienazwane. Poznawać głębiej…

Z biegiem lat coraz bardziej zaczęłam cenić prostotę i autentyczność. Przychodzi czas, gdy nie potrzebujemy niczego szukać na zewnątrz, ponieważ to w swoim wnętrzu odnajdujemy wszystko to, co jest nam naprawdę potrzebne. To czas gdy działamy „nie działając”, a to co ważne przejawia się naturalnie, w doskonały sposób. I sami przyciągamy odpowiednich ludzi,  inspiracje i „zbiegi okoliczności”.

Przychodzi poznanie, że otacza nas najpiękniejsza miłość i opieka od naszego Stwórcy. Jest ona tak bliska, że wystarczy wyciągnąć rękę aby ją poczuć…